.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Wyszkolenie kopijników w okresie od XVI do XVIII w.:.
Wargaming Zone     
Poniedziałek godzina 11:36,
10 grudzień 2018

Wyszkolenie kopijników w okresie od XVI do XVIII w.
Data: Śr 18 Paź, 2006
Autor: Radosław Sikora
Artykuł ten poświęcony jest wyszkoleniu kopijników w Polsce, ale także w innych krajach europejskich, w okresie od XVI do XVIII w.

Za motto niech posłuży nam fragment projektu wojskowego Stanisława Dunin-Karwickiego z początków XVIII w.: „Żołnierzowi odzianemu, uzbrojonemu, zaopatrzonemu we wszystkie potrzeby niczego więcej nie trzeba, jak to, ażeby być wyćwiczonym. Przy jakimkolwiek chciałbyś żołdzie, nie wyćwiczony żołnierz zawsze jest [tylko] rekrutem [...]” [1].

Zanim przejdę do samego wyszkolenia kopijników, chciałbym pokazać, co o wartości jazdy kopijniczej i walki na białą broń sądzili Szwedzi - ci Szwedzi, których armia tak w okresie „potopu” jak i wojny północnej, była dla Polaków najtrudniejszym przeciwnikiem.

Ze wspomnień żołnierza szwedzkiego (Szkota Patryka Gordona) z okresu bitwy warszawskiej (29 VII 1656) wiadomo, że: „[Król szwedzki Karol X Gustaw] rozkazał wszystkim swoim dowódcom brygad i pułków żeby, kiedy husarze czy też kopijnicy uderzą na nich, rozstąpili się [ze swoimi wojskami] i dali ujście ich [husarzy] wściekłemu naporowi, który, jak on wiedział, nie mógł być wtedy wytrzymany przez żadną siłę ani taktykę” [2].

Z kolei regulamin (z czasów wojny północnej) niepokonanego na zachodnim teatrze działań wojennych szwedzkiego generała Magnusa Stenbocka stwierdzał:

„[...] kawaleria atakuje zawsze dobrze zwarta i z rapierem w dłoni. Nikt nie harcuje ani nie używa karabinu, ani pistoletów [...] bowiem jedynie rapier zapewnia najlepszy sukces. Że w żadnym wypadku żaden jeździec przed swoim wrogiem nie umyka” [3].

Skoro sami Szwedzi mieli o kopijnikach i walce na białą broń tak dobre mniemanie, dlaczego przez tak długi czas (tj. cały XVII w.) taktyka ich jazdy opierała się na wykorzystaniu pistoletów i innej broni palnej? Dlaczego również w Europie zachodniej kopijnicy ustąpili miejsca rajtarom?

Okazuje się, że niektórzy zachodnioeuropejscy pisarze wojskowi, jeszcze w latach 30-tych XVII w. wciąż uważali, że przynajmniej teoretycznie to kopijnicy są stworzeni do tego, aby być główną siłą uderzeniową na polach bitew. Jednak w praktyce, z uwagi na wysokie koszty jakie towarzyszą wystawieniu tego typu jazdy i zbyt długi czas jaki jest potrzebny na wyszkolenie kopijnika i jego konia, ten rodzaj broni zanika z pól bitew [4]. Chyba najlepiej ujął to Anglik John Cruso, pisząc:

„[...] kopijnicy udowodnili, że są trudni do zaciągnięcia; po pierwsze z powodu ich własnych koni, które to muszą być bardzo dobre, a przede wszystkim nad wyraz dobrze wyćwiczone; po drugie ich zaciąg został zatrzymany z powodu braku pieniędzy, po trzecie i właściwie głównie dlatego, że jest brak tych, którzy byliby dobrze wyćwiczeni praktykami z użyciem kopii, [...]” [5].

Podobnie, tyle że o kopijnikach francuskich, kilkadziesiąt lat wcześniej pisał Blaise de Monluc [6]: „Dostrzegam jedną rzecz, którą bardzo tracimy. Jest nią użycie kopii. Tracimy ją tak dla niedostatku dobrych koni [kopijniczych], których rasa znacząco wymiera, jak i dlatego, że nie jesteśmy tak zręczni w tego rodzaju walce [tj. walce z użyciem kopii] jak nasi przodkowie” [7].

Zwróćmy uwagę, że w tych wypowiedziach pojawiają się te same elementy:

- brak koni kopijniczych

- brak odpowiednio wyszkolonych ludzi – odpowiednio wyszkolonych w walce kopią

Jak się okazuje, w Polsce odczuwano podobne problemy – tyle, że jeszcze nie w końcu XVI, czy na początku XVII w. Natomiast po serii krwawych wojen połowy XVII w., które katastrofalnie nadwyrężyły kondycję i państwa, i wojska, Jan III Sobieski (w r. 1676) notował:

„Do petyorskiej bowiem służby ćwiczenia naprzód trzeba wielkiego, bo to takaż kopija jako i usarska, trzeba konia rosłego i dużego, o które teraz trudno, trzeba munsztuku, bo sobie trudno drugą ręką pomóc [...]” [8].

Sobieski porównując petyhorców do husarzy wskazywał na te elementy, o których wyżej pisaliśmy. Zdaniem polskiego króla, a byłego hetmana, posługiwanie się kopią husarską wymagało „ćwiczenia wielkiego” a dodatkową trudność sprawiało to, że do powodowania koniem można było wtedy użyć tylko jednej ręki (stąd konieczność nakładaniana konie munsztuków, które umożliwiały jeźdźcom lepsze ich kontrolowanie). Sobieski wspomina również o trudnościach z wyposażeniem się w odpowiedniego konia. W dalszych rozważaniach pominiemy kwestię koni i skupimy się jedynie na wyszkoleniu samych kopijników.

Czym różniło się szkolenie kopijnika od szkolenia rajtara? Przede wszystkim ilością czasu, który trzeba było na to poświęcić. W projekcie wojskowym z 1629 r. książę Jerzy Zbaraski opisując przydatność różnych rodzajów broni dla lekkiej jazdy pisał, że: „usus armorum [obsługa broni] zasię z pistoletami jest łatwy i nie trzeba się z nimi tak ćwiczyć jako z inszymi wszystkimi broniami” [9].

Pistoletom przeciwstawiał Zbaraski łuki, których użycie wymagało treningu od dzieciństwa. Zbaraski pisał tylko o lekkiej jeździe, więc nie wspomina o kopiach, bo tych lekka jazda nie używała. Ale z innych źródeł wiemy, że również od dzieciństwa należało trenować używanie kopii. Dlaczego? Odpowiedź będzie oczywista, jeśli wyobrazimy sobie warunki w jakich walczyli kopijnicy. Uderzając w przeciwnika husarz miał prędkość około 10 m/s. Jeśli z drugiej strony jechał na niego przeciwnik z taką samą prędkością, to prędkość zbliżania się do siebie wynosiła ok. 20 m/s. Husarz musiał przy takiej prędkości trafić swoją bronią w cel o wielkości ok. 20 cm (twarz przeciwnika).

Dlaczego akurat w twarz? Było to najlepsze wyjście, gdy przeciwnikiem husarza był jeździec lub pieszy noszący zbroję. Głowa, a właściwie twarz takiego przeciwnika była najsłabszym punktem człowieka. Czasami, mogła być jedynym fragmentem ciała, który nie był osłonięty, gdyż w tym okresie porzucano już zamknięte hełmy, przechodząc na szyszaki, czyli hełmy odsłaniające twarz. Przykładu na takie właśnie postępowanie husarzy polskich dostarczają nam akta sądowe województwa ruskiego z 1607 r. Wtedy to dwaj husarze (Piotr Łaszcz i Joachim Ślaski) stanęli do pojedynku na kopie. Wygrał Łaszcz, który zabił rywala pchnięciem kopii w twarz Ślaskiego [10].

Innym sposobem na pokonanie noszącego zbroję jeźdźca, było obalenie go z konia. Wystarczyło wtedy uderzyć w korpus przeciwnika, nie celując w jego twarz. Metoda ta, choć nie wymagała tak świetnego opanowania kopii, jak w przypadku celowania w twarz, miała jednak tę wadę, że nie każdy cios zadany w korpus musiał wysadzić nieprzyjaciela z siodła.

Nie zawsze jednak przeciwnicy nosili zbroje. W takich przypadkach, husarze mieli ułatwione zadanie. Wystarczyło, że trafili w pierś albo w brzuch wroga, aby go zabić. Źródła najczęściej podają, że celowano wtedy w pępek. Bywało, że gdy przeciwnicy stali w gęstym szyku, jeden dobrze wymierzony cios kopią przebijał 2-3 a nawet 6 nie zabezpieczonych przez zbroje wrogów [11].

Wiemy już, że husarz musiał przy tak dużej prędkości trafić w niewielki cel swoją kopią. A kopia ta nie była przecież ani krótka, ani całkowicie sztywna, a co za tym idzie, wyginała się w trakcie biegu konia. Co więcej, husarz musiał w tym czasie utrzymywać swoje miejsce w szyku jednostki. Musiał lewą ręką (bo w prawej trzymał kopię) i nogami, tak sterować koniem, aby nie tylko był mu posłuszny, ale aby w każdej chwili mógł wykonać odpowiedni manewr. Zsynchronizowanie tego wszystkiego było i jest niezmiernie trudne. Jest tym trudniejsze, gdy wykonać to trzeba w sytuacji wysokiego stresu, jakim jest przecież każda bitwa. Właśnie dlatego, jeśli kopijnik miał skutecznie używać swojej broni, musiał się on ćwiczyć przez czas bardzo długi.

Jak wyglądało szkolenie polskiego husarza i kiedy ono się zaczynało?

Z rachunków skarbowych rodziny Zamojskich wiemy jak wcześnie zaczynał trening przyszły husarz i jak często ćwiczył. Można w nich znaleźć np. informacje o tym, że w wieku 14 lat Tomasz Zamojski posiadał specjalnie dla niego wykonane 2 siodła husarskie ze skrzydłami [12]. Znacznie wcześniej, bo mając 11 lat, Tomasz Zamojski posiadał już odpowiednie dla jego wieku kopie, którymi ćwiczył [13]. O tym, że ćwiczenia z kopią zaczynano bardzo wcześnie świadczy również przypadek 9-letniego Bogusława Radziwiłła, który zaraz po przybyciu do Kiejdan pod opiekę stryja, upomniał się o „kopiwiczkę” (małą kopię), aby wprawiać się w gonieniu do pierścienia [14]. (gonienie do pierścienia polegało na tym, aby jeździec swoją kopią zerwał wiszący na sznurku pierścień).

O tym jak często ćwiczono z kopią informuje nas sługa Tomasza Zamojskiego, który w jego biografii stwierdza, że Zamojski w dzieciństwie i wczesnej młodości trenował jazdę konną i „składanie kopii do pierścienia”; raz w tygodniu – to jest w każdy czwartek [15].

Oczywiście trening z kopią nie kończył się w dzieciństwie. Prowadzono go i w obozach wojskowych, i poza nimi. Miejscem, które umożliwiało popisanie się swoimi umiejętnościami były popularne jeszcze w początkach XVII w. Turnieje [16]. Posłużmy się fragmentem książki Bogdana Brzustowicza „Turniej rycerski w Królestwie Polskim w późnym średniowieczu i renesansie na tle europejskim”, aby pokazać jak poważnie w Polsce traktowano tego rodzaju rycerskie zabawy: „Sprawność Polaków w ćwiczeniach z bronią konno podziwiali nawet cudzoziemcy. Antonino Ansalone, który w swojej pracy Il cavaliere descritto in tre libri (1629) opisuje drobiazgowo technikę posługiwania się kopią i twierdzi, że gonitwy w czasie pokoju są substytutem wojny, wspomina o starych gonitwach przez płot (campo aperto) pochodzących z Polski i przypominających krwawą bijatykę na ostre kopie. W tym czasie takie walki rozgrywano wszędzie przy użyciu tępych kopii. Polacy jego zdaniem traktowali gonitwę nie jako rozrywkę lub ćwiczenie sprawnościowe, ale jako pretekst do rozlew krwi i narażania życia bez przyczyny” [17].

Gonienie do pierścienia i inne formy indywidualnych ćwiczeń z kopią nie były jednak jedynymi, których wymagano od husarzy. Równie istotne było szkolenie zespołowe. Dobrze wyszkoleni husarze potrafili nie tylko znakomicie posługiwać się używaną przez siebie bronią, ale także potrafili wykonywać skomplikowane manewry całą jednostką. Należały do nich następujące ewolucje:

- zmiana frontu jednostki w czasie szarży, czyli rozluźnianie i ścieśnianie szyków w biegu,

- zmiana kierunku ataku w trakcie szarży,

- pozorowana ucieczka,

- „uchodzenie odwodem”.

Wszystkie te manewry wymagały uprzedniego, czasochłonnego treningu i zachowania dyscypliny w trakcie samej bitwy. Niestety, równolegle do innych niekorzystnych zmian jakie zachodziły w husarii, w ostatnich kilkudziesięciu latach swojego istnienia postępował również proces zaniku skomplikowanych form treningu zbiorowego i indywidualnego.

Jeszcze w latach 70. XVII w., ćwiczenia grupowe były na porządku dziennym [18]. Stanisław Dunin-Karwicki, który w latach 70. i 80. XVII w. służył w wojsku polskim [19], notował jakie zmiany zaszły od tamtego okresu do początków XVIII w.: „Teraz, kiedy nasi żołnierze odłożywszy wojnę więcej troszczą się o sprawy pokojowe, kiedy wolą działać jako posłowie na sejmy z sejmików albo na nich grać role marszałków lub dyrektorów, niż przywodzić w bitwie albo być przy swojej chorągwi i troszczyć się o wojnę, już więcej mamy statystów niż żołnierzy, więcej mówców niż wojowników. Stąd też wolimy walczyć z nieprzyjacielem racjami niż bronią” [20].

Postulował on też: „[...] żeby tymczasem przynajmniej jazda podjęła ćwiczenia polowe, które były stosowane przez naszych przodków, aby konie i ich samych uczynić zdatniejszymi do bitwy i aby ich przyzwyczaić do używania broni. Jak sobie przypominam, gdy pobożnie zmarły król Jan III odbywał hiberny [leża zimowe] z wojskiem w Bracławiu na Ukrainie, dawał okazję towarzyszom broni do tego rodzaju ćwiczeń z kopiami, szablami i inną należną do jazdy bronią, co należało [by teraz] wprowadzić zamiast pijatyk. W ten sposób żołnierz i koń byli zdatniejsi do bitwy” [21].

Odnotujmy także kolejną uwagę tegoż szlachcica o jeździe, a w szczególności jeździe polskiej początków XVIII w.: „Jazda zaś, skoro raz podaje się w ucieczkę, rzadko (zwłaszcza nasza) utrzymuje w szykach porządek” [22].

To zdanie świadczy dobitnie o upadku wyszkolenia husarzy polskich. To, czym ta wspaniała jazda imponowała w latach swoich największych sukcesów, czyli umiejętnością skomplikowanego, lecz zarazem bardzo użytecznego manewru, jakim było „uchodzenie odwodem”, w początkach XVIII w. było już tylko wspomnieniem. Jazda polska w chwili zmuszenia jej do odwrotu, rzucała się do bezwładnej i chaotycznej ucieczki. Nie ma tam już mowy o wycofywaniu się w skoordynowanym z innymi jednostkami szyku, nie ma już miejsca na planowe manewry. Jest tylko chaos pierzchającej i nie dbającej o nic kawalerii. Nie ma się więc co dziwić, że Stanisław Dunin-Karwicki życzy sobie, aby to piechota tworzyła rdzeń armii, gdyż: „W szyku utworzonym w razie konfliktu lepiej i skuteczniej służą oddziały piechoty niż jazdy. Nawet kiedy czasem piechota jest zmuszona do ustąpienia miejsca, nie ucieka, lecz broni się” [23].

Powyższe uwagi odnosiły się do wyszkolenia jazdy polskiej na początku XVIII w., w okresie tzw. Wielkiej Wojny Północnej. Niestety po tej wojnie, jeżeli cokolwiek w tej dziedzinie się zmieniło, to jedynie na gorsze. Jędrzej Kitowicz opisujący czasy Augusta III Sasa, czyli okolice połowy XVIII w., gdy Rzeczypospolitej było dane zaznać kilkudziesięciu lat pokoju notował, że z powodu długiego okresu bez wojen, szczupłości armii oraz specyficznej formy opłacania jednostek polskich, poszczególne chorągwie kwaterowały w dużej odległości od siebie, co uniemożliwiało im prowadzenie treningu w większych grupach np. pułkami [24]. Co więcej, także ćwiczenia całymi chorągwiami jak i poszczególnych kawalerzystów należały do rzadkości: „Musztry do tego lub innych ćwiczeń żołnierskich nie znało wojsko polskie [...]. A jeżeli w jakiej chorągwi była musztra i egzercunki [ćwiczenia w posługiwaniu się bronią], to nie z regulamentu wojskowego, ale z ochoty i fantazji pana porucznika, chorążego lub namiestnika, który miał gust w rzemieśle wojskowym.”

Takim pasjonatem rzemiosła wojskowego był chorąży pancerny Wojciech Niemojewski, który utrzymywał w swojej chorągwi podoficera pruskiego, który z kolei ćwiczył pocztowych tej chorągwi. Za tym przykładem poszło kilka chorągwi jazdy w Koronie, „ale nie wszystkie”. A co więcej, ćwiczono tylko pocztowych, bo: „Towarzystwo jednak do tej musztry wcale nie należeli” [25]. I ponownie: „Musztry takiej zażywały [...] chorągwie usarskie [...]; szeregowi sami należeli do tej musztry, towarzystwo nie należeli. Musztry konnej nie znano w chorągwiach [...] autoramentu polskiego; maszerować parami i stanąć w szeregu pod linią podług regestru, nie podług wzrostu, to była cała musztra konna” [26].

Trudno zresztą byłoby prowadzić jakiekolwiek ćwiczenia w sytuacji, gdy na co dzień szeregi chorągwi polskich świeciły pustkami. Zdecydowana większość towarzyszy i pocztowych rozjeżdżała się do domów. Nawet rotmistrz nie stacjonował przy jednostce, lecz pozostawiał na swoje miejsce zastępców (porucznika i chorążego), którzy sami często odjeżdżali od jednostki zrzucając obowiązki na zastępcę (namiestnika). Ten jednak miał bardzo ograniczoną władzę nad towarzyszami. W praktyce chorągwie husarskie zbierały się w komplecie: „[...] tylko na asystencją jakiemu wjazdowi pańskiemu na starostwo lub województwo albo pogrzebowi podobnemuż [...]; asystowali także [...] koronacjom obrazów cudownych” [27].

Raz do roku odbywało się także koło chorągwiane, na którym jednak obecność towarzyszy nie była obowiązkowa. Koło chorągwiane nie było jednak przeznaczone na wspólne ćwiczenia z bronią, lecz poświęcano je sprawom organizacyjnym [28].

Nie ma się więc co dziwić, że ta wspaniała jazda, której świetne dokonania bojowe na trwałe wpisały się w historię oręża polskiego, w XVIII w. zdegradowana została do roli dekoracyjnej, przypominając jedynie dawną wielkość Rzeczypospolitej. Czynnik wyszkolenia, odpowiedniego treningu ludzi, grał w tym procesie fundamentalną rolę.



Bibliografia:

Anglo Sydney, The Martial Arts of Renaissance Europe. New Haven 2000.

Artéus Gunnar, Szwedzka taktyka walki podczas Wielkiej Wojny Północnej. SiMdHW t. 21. Warszawa 1978.

Brzustowicz Bogdan W., Turniej rycerski w Królestwie Polskim w późnym średniowieczu i renesansie na tle europejskim. Warszawa 2003.

Cruso John, Militarie Instructions for the Cavallrie. Cambridge 1632. Reprint z wstępem Petera Young’a, Kineton 1972.

Augustyniak Urszula, Wychowanie młodych Radziwiłłów na dworze birżańskim w XVII wieku. W: Od narodzin do wieku dojrzałego. Dzieci i młodzież w Polsce. cz. 1 Od średniowiecza do wieku XVIII. Red. Maria Dąbrowska i Andrzeja Klondera. Warszawa 2002.

Dunin Karwicki Stanisław, De Ordinanda Republica (O potrzebie urządzenia Rzeczypospolitej albo o naprawie defektów w stanie Rzeczypospolitej Polskiej). W: Dzieła polityczne z początku XVIII wieku. W: Materiały Komisji Historycznej Nr 32 PAN Kraków. Opr. Adam Przyboś, Kazimierz Przyboś. Wrocław 1992.

Gordon Patryk, Dniewnik. Opr. D. G. Fiedosowa. (Гордон Патрик, Дневник. Opr. Д. Γ. Федосова.) t. 1 – 2. Moskwa 2001 – 2002.

Hall Bert S., Weapons and Warfare in Renaissance Europe. Londyn 1997.

Kitowicz Jędrzej, Opis obyczajów za panowania Augusta III. Opr. Zbigniew Goliński. Warszawa 2003.

Kowalczyk Jerzy, Wychowanie hetmanica Tomasza Zamoyskiego w świetle wydatków z lat 1605-1608. W: Od narodzin do wieku dojrzałego. Dzieci i młodzież w Polsce. cz. 1 Od średniowiecza do wieku XVIII. Red. Maria Dąbrowska i Andrzej Klondera. Warszawa 2002.

Łoziński Władysław, Prawem i lewem. Lwów 1931.

Przyboś Kazimierz, Stanisław Dunin-Karwicki i jego ‘De ordinanda Republica’. W: Rzeczpospolita w dobie wielkiej wojny północnej. Red. Jadwiga Muszyńska. Kielce 2001.

Sikora Radosław, Na skrzydłach husarii. (Obecnie maszynopis; wydanie książki planowane w 2007 r.).

Sobieski Jan, Sposób i porządek obrony Rzeczypospolitej podczas wojny tureckiej. W: Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej. z. 6. Opr. Bohdan Baranowski, Kazimierz Piwarski. Warszawa 1954.

Wypisy źródłowe do historii polskiej sztuki wojennej. z. 6. Opr. Bohdan Baranowski, Kazimierz Piwarski. Warszawa 1954.

Żurkowski Stanisław, Żywot Tomasza Zamojskiego kanclerza wielkiego koronnego. Opr. Aleksander Batowski. Lwów 1860.



Przypisy:

[1] Dunin-Karwicki, De Ordinanda, s. 158.

[2] Gordon, Dniewnik, t. 1, s. 91.

[3] Artéus, Szwedzka, s. 354.

[4] Anglo, The Martial, s. 222.

[5] Cruso, Militarie, rozdz. 23.

[6] Commentaires Monluc’a były opublikowane dopiero w 1592 r., ale manuskrypt powstał już w 1571 r., choć był przez niego poddawany zmianom aż do śmierci w 1577 r. (Hall, Weapons, s. 197).

[7] Blaise de Monluc, Commentaires, s. 814 (cyt. za: Hall, Weapons, s. 197, 258 – 259).

[8] Sobieski, Sposób, s. 78.

[9] Bibl. Sałt. Szcz. St.Peter. Sob. Dub. nr 166

[10] Łoziński, Prawem, t. 1, s. 61.

[11] Sikora, Na skrzydłach husarii.

[12] Kowalczyk, Wychowanie, s. 123.

[13] Tamże s. 123 i 115.

[14] Augustyniak, Wychowanie, s. 143.

[15] Żurkowski, Żywot. s. 8.

[16] Brzustowicz, Turniej, s. 303 – 332.

[17] Tamże, s. 329 – 330.

[18] List nieznanego autora (uczestnika wyprawy chocimskiej) z 11 XI 1673, „z obozu Husseina-Baszy” (W: Baranowski, Piwarski, Wypisy, z. 6, s. 72 – 73).

[19] Przyboś, Stanisław, s. 88.

[20] Dunin-Karwicki, De Ordinanda, s. 158.

[21] Tamże s. 158 – 159.

[22] Tamże s. 139.

[23] Tamże.

[24] Kitowicz, Opis, s. 157.

[25] Ten i poprzednie cytaty za: Kitowicz, Opis, s. 158 – 159.

[26] Tamże s. 175.

[27] Tamże s. 164.

[28] Tamże s. 160 – 162.

Komentarze

Czw 26 Paź, 2006 Marcin G napisał:
Ja także nie wysłuchałem niedzielnego referatu i także jestem zadowolony, z faktu, że Autor dał się namówić na publikacje tego tekstu na łamach WZ. Radosław Sikora stawia wyraziste tezy i stara się ich bronić, można się nie zgadzać z Autorem, ale nie można nie zauważyć, ze ma sporo do powiedzenia :) Tym bardziej, że jest to w jakimś sensie postawa "rewizjonistyczna" (mówią pół żartem, poł serio rzecz jasna) - a taka szczególnie pobudza do dyskusji i polemiki.
Coraz bardziej skłaniam się do stwierdzenia, że w wielu wypadkach wyszkolenie i morale miały wieksze znaczenie niż uzbrojenie danej formacji. To w pewien sposób tłumaczy nam dlaczego Rosjanom nie udało sie skopiować polskiej husarii - wyszła z tego jakaś karykatura. Posadzenie na konia i danie żołnierzowi kopii nie czyniło z niego jeszcze dobrego kopijnika :).

Nd 22 Paź, 2006 elear napisał:
Ciekawe i co najważniejsze oparte na źródłach. Bardzo się cieszę, że Autor umieścił swój artykuł na stronie, ponieważ na Polach Chwały nie mogłem Go wysłuchać do końca:-)

Czw 19 Paź, 2006 Kacper napisał:
Bardzo ciekawy i mądry artukuł :).

Czw 19 Paź, 2006 Marcin G napisał:
Zapomniałem dodać, że artykuł ten został jako referat przedstawiony w trakcie "Pól Chwały" w Niepołomicach. Autor wystąpił w kontuszu i przy szabli :)


Dodaj komentarz