.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Prezentacja systemu Cold War Commander:.
Wargaming Zone     
Wtorek godzina 11:07,
11 grudzień 2018

Prezentacja systemu Cold War Commander
Data: Wt 13 Lut, 2007
Autor: Hubert Kłak
Krótka relacja z prezentacji systemu Cold War Commander w sklepie Wargamera w Warszawie

Może prezentację systemu ciężko uznać za imprezę w pełnym sensie tego słowa, ale, jeżeli coś się odbywa cyklicznie, jest publicznie dostępne i jest związane z grami wojennymi, to wydaje się pozostawać w zakresie tematycznym tego działu.

Opisywana prezentacja odbyła się 17-go stycznia 2007, w sklepie firmy Wargamer na ulicy Wilczej w Warszawie. O powstaniu tego sklepu informowano wcześniej na Wargaming Zone. Prezentacje systemów odbywają się cyklicznie, w każdy poniedziałek. Naturalnie wybierając się na prezentację, aby uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki, najlepiej skontaktować się z Wargamerem i upewnić się, jaki system jest prezentowany w tym tygodniu.

Przedmiotem prezentacji, która odbywała się 17-go stycznia, był system Cold War Commander, który przeznaczony jest, co zresztą łatwo rozszyfrować z jego nazwy, do rozgrywania starć z okresu zimnej wojny.

Niestety "prawdziwe życie" uniemożliwiło mi zjawienie się na prezentacji punktualnie o 16:30. W chwili, gdy dotarłem na miejsce makieta terenu była już rozstawiona i były na niej rozmieszczone jednostki. Tematem prezentacji było starcie pomiędzy amerykańska piechotą morską i sowieckimi oddziałami zmechanizowanymi. W starciu - poza prowadzącym rozgrywkę - uczestniczyło pięciu graczy.

Nie wdając się w szczegółowy opis systemu CWC, którego mechanika jest wzorowana na systemie Blitzkrieg Commander, a którego opis (mam nadzieję), znajdzie się kiedyś na Wargaming Zone, kilka słów o przebiegu starcia.

Początkowy ruch oddziałów amerykańskich w stronę centralnego punktu makiety został dość szybko zatrzymany, w wyniku szczęśliwego wydania kilku kolejnych rozkazów sowieckie czołgi (T-72?) zniszczyły dwa Abramsy (połowę czołgów piechoty morskiej), co w dużym stopniu przesądziło o dalszym przebiegu starcia. Od tej pory piechota morska usiłowała zająć pozycje jak najmniej narażone na ostrzał czołgów z dalekiego dystansu i rewanżowała się atakami śmigłowca AH-64 i nalotami A-10. Te działania doprowadziły do wyeliminowania pewnej liczby transporterów opancerzonych i oddziałów piechoty przeciwnika, kosztem utraty znacznej liczby amfibii i własnych oddziałów piechoty. Może nie powinienem tego zdradzać... – teoretycznie prezentacja była planowana do godziny 19-tej (oficjalna godzina zamknięcia sklepu...), ale zapał który udzielił się graczom spowodował jej przedłużenie. Kiedy około 20-tej opuszczałem sklep najbardziej wytrwali wojownicy, innych podobnie jak mnie wezwało "prawdziwe życie", dalej toczyli zmagania.

Wygląda na to, że wszyscy uczestnicy prezentacji dobrze się bawili, a przy okazji mieli możliwość zapoznać się z nowym - przynajmniej dla części z nich - systemem.

Formuła cyklicznych prezentacji jest świetną okazją do zapoznania się z hobby, zapoznania, - co istotne - całkowicie darmowego, jeżeli nie liczyć czasu poświęconego na wyprawę na prezentację. Jest to świetne rozwiązanie, dla tych wszystkich, którzy o historycznych grach wojennych coś słyszeli, ale nie wiedzą, jak takie gry wyglądają, jak się w to gra lub jeszcze nie wiedzą czy będzie ich to interesować. Oczywiście zapoznać można się także z konkretnymi systemami (zasadami), jak to miało miejsce w tym przypadku.

Początek starcia, Abramsy jak widać jeszcze całe, a na pierwszym planie jeden z głównych bohaterów starcia, AH-64.


Ruszamy w stronę miasteczka...


Każda osłona jest dobra.


Pogromcy Abramsów.

Komentarze

Sob 17 Lut, 2007 nEY napisał:
Dzisiaj miałem przyjemność uczestniczyć w grze w tym systemie. Kolega wziął 4 plutony M60, a ja 4 plutony Leopardów (chyba jedynek - nie znam się więc nie wiem:)
Co do samej gry - grało sie przyjemnie choć napewno cięzko wyrokować o całej grze patrzac na walke w sumie niewielkich sił. Przerażała mnie tylko liczba kostek. Gdy w pewnym momenciue zacząłem młócić w M60 to musiałem rzuć 36 kostek zanim ów wrogi pluton nie poszedł z dymem - przyznam, że w Spreaheadzie podobny efekt osiągniętoby przy użyciu 3 kostek...
Podobało mi sie komasowanie ognia, nareszice jest to gra z zarysowanym problemem dowodzenia. Choć tu mam pewne zastrzeżenia.
Mój kolega postanowił objechać mnie z flanki dwoma plutonami a dwa zostawił na pozycjach wyjściowych. Gdy atak na skrzydle się załamał (owe 36 kostek zrobiło swoje :) na gwałtu rety jechł dowództwem przez całe pole bitwy żeby ruszyc pozostawione wcześniej siły. Takie obrazki to mi sie kojarzą z wojnami napoleonskimi gdzie dowódca jechał popchnąć skrzydło, w końcu mamy XXI wiek, radia i te sprawy... no ale może tak ma być, a ja sie nie znam :)
Podobało mi się to, że jak sie pojazd widzi to sie widzi i już, jak sie go widzi to można łupać, bez mierzenia zasięgów czy przeszkód na drodze widzenia.
Zaletą jest tez moim zdaniem to, że w zasadzie za śmieszne pieniądze (używając figurek 1:600) można zrobić sobie fajną armię i spokojnie grać.
Na koniec powiem, że porównywanie tej gry do Spearheada jest chyba bez sensu bo to dwie różne gry z odmiennym podejściem do tematu. Ja wole speraheada, ale opisywanej grze naprawde nie mam nic do zarzucenia, kwestia gustu.
Tyle mojego zdania :)

Wt 13 Lut, 2007 Robert napisał:
Kilka słów na temat systemy Blitzkrieg Commander znajdziecie tutaj:
http://www.polachwaly.wargaming.pl/index.php?mode=wargaming1


Dodaj komentarz