.:Wargaming Zone:. - serwis wargamingowy - .:Artykuł - Wojska cesarskie w Polsce 1657-1660:.
Wargaming Zone     
Wtorek godzina 09:47,
11 grudzień 2018

Wojska cesarskie w Polsce 1657-1660
Data: Sob 21 Lut, 2009
Autor: Marcin Gawęda
Artykuł omawia działania posiłkowego korpusu austriackiego na terenie Rzeczypospolitej

Przystąpienie do wojny wojsk Siedmiogrodzkich po stronie szwedzkiej zmieniło układ sił w wojnie polsko-szwedzkiej. Pogłoski i informacje o wkroczeniu wojsk ks. Jerzego II Rakoczego w granice Rzeczypospolitej przyczyniły się do upadku ducha wśród wojska i szlachty. Nic dziwnego, że posiłków cesarskich oczekiwano wczesną wiosną 1657 roku z wielką nadzieją, zarówno w wojsku jak i najwyższych kręgach polityczno-dworskich. L. Kubala przytoczył wiele źródeł, które uprawniają do stwierdzenia - i nie jest to przesada - że w marcu 1657 roku „czekano, jak zbawienia, posiłków cesarskich, które mimo nieustannych nawoływań nie przybywały" [1]. Powszechna była opinia, że w miarę postępów wojsk ks. Rakoczego, posiłki cesarskie są wręcz konieczne do dalszego prowadzenia działań wojennych. Pogląd taki podzielał Dwór i wielu najwyższych dostojników państwowych, w tym także marszałek wielki koronny i hetman polny Jerzy Lubomirski, który wręcz doradzał podpisać pokój ze Szwecją jeśli pomoc austriacka nie nastąpi. Sam hetman polny i inni dowódcy wojskowi donosili o trudnej sytuacji w wojsku, którego morale było wówczas bardzo niskie.

Wkroczenie wojsk siedmiogrodzkich Rakoczego spowodowało, że powszechnie uważano, iż wojska koronne nie wystarczą do skutecznej walki z koalicją szwedzko-siedmiogrodzką. Na tym etapie uznawano, że bardzo liczna armia siedmiogrodzko-kozacka ks. Rakoczego jest bardzo groźnym przeciwnikiem. Te poglądy zweryfikowały dopiero dalsze działania wojskowe, w których Polacy przekonali się jak słaba de facto była armia siedmiogrodzka i zupełnie nieprzygotowana do nowoczesnej wojny. Z czasem coraz bardziej widoczne stawało się, że militarna pomoc austriacka nie jest tak efektywna jak się w Polsce spodziewano, a z czasem stała się wręcz nieznośnym ciężarem. Cesarskie wojska posiłkowe prowadziły działania mało skuteczne i mało energiczne, raczej dały się poznać grabieżami niż aktywnością militarną, a koszt ich utrzymania był bardzo duży i spadał na polskie barki. W ogólnej opinii społecznej koszt ten był nieporównywalny do wkładu korpusu posiłkowego w działania militarne na terenie Polski. Jednak wyprowadzenie wojsk sojusznika z Rzeczypospolitej, a w 1658 były to już żądania dość powszechne, nie było takie łatwe. Cesarzowi na rękę było bowiem, by kosztem Rzeczypospolitej utrzymywane były dość liczne oddziały cesarskie, tym bardziej, że z punktu widzenia Austrii pokój polsko-szwedzki nie był mile widziany.

Starania o pomoc cesarską prowadzono już wcześniej jednak nie były one skuteczne. Zgodnie z traktatem sojuszniczym zawartym 1 XII 1656 roku do Polski wkroczyć miało jedynie około 4 000 żołnierzy cesarskich, co było pomocą wręcz symboliczną a nie realną. Co więcej traktat obwarowany był także wieloma ograniczeniami, gdyż Habsburgowie nie zamierzali łamać traktatu wersalskiego i jawnie włączyć do wojny przeciwko Szwecji [2]. Jak wspomniano dopiero wkroczenie wojsk siedmiogrodzkich w granice Rzeczypospolitej zmieniło diametralnie sytuację. Przewaga wojsk sojuszniczych nad wyczerpanymi wojną wojskami koronnymi była bardzo wielka. Na południowo-wschodnich obszarach kraju nie było zwartych oddziałów wojskowych. Wobec potrzeb militarnych Polacy starali się usilnie, aby pomoc austriackiego sojusznika była znacznie większa niż ustalona w grudniu, gdyż liczono na to, że oddziały cesarskie wezmą aktywny udziału walkach nie tylko ze Szwedami, ale także z Rakoczanami. Cesarz Ferdynand III obawiając się upadku Rzeczypospolitej zdecydował się udzielić jej znacznej pomocy wojskowej i 30 III 1657 podpisał przymierze przeciw Szwecji, zatwierdzone 27 maja przez jego następcę Leopolda I. Jak bardzo wówczas Polakom zależało na austriackiej pomocy może świadczyć fakt, że w imieniu Jana Kazimierza i najwybitniejszych polskich senatorów podskarbi koronny Bogusław Leszczyński podpisał specjalne zobowiązanie, że po śmierci króla polskiego przeprowadzą oni elekcję Habsburga na tron Rzeczypospolitej, oczywiście z zachowaniem wolnej elekcji (liberis suffragiis) [3].

Układ przewidywał przysłanie do Polski ok. 12 000 cesarskich żołnierzy, piechoty i jazdy wspartych artylerią [4]. Korpus ten pozostawać miał pod dowództwem cesarskiego oficera w stopniu feldmarszałka. Przewidywano, że Jan Kazimierz mógłby objąć naczelne dowództwo pod warunkiem, że będzie osobiście w obozie, natomiast podczas nieobecności króla polskiego wojska cesarskie miały pozostać pod komendą swoich wodzów. Strona polska miała pokryć koszty wyprawy oraz zabezpieczyć dostawy żywności [4].

Dowództwo korpusu posiłkowego objął doświadczony żołnierz, ale już wówczas mocno zaawansowany wiekiem - feldmarszałek Melchior Hatzfeld (1594-1658). Hatzfeld miał bogate doświadczenie wyniesione z czasów wojny 30-letniej, w której uczestniczył. W 1636 zdobył Magdeburg, jednak pobity został pod Wittstock (1636), w 1638 odniósł zwycięstwo pod Vlotho, w 1640 wraz z Piccolominim wyparł szwedzkiego wodza J. Bannera z Czech, w 1643 uczestniczył w zdobyciu Tuttlingen i został naczelnym wodzem wojsk cesarskich. Niepomyślny był dla Hatzfelda rok 1645, w którym pobity został przez Szwedów pod Jankovem i dostał się do niewoli. Wśród licznych doświadczeń Hatzfelda z okresu wojny trzydziestoletniej warto podkreślić zwłaszcza jego przegraną bitwę pod Wittstock (1636), w której popełnił zdaniem W. P. Guthrie'go co najmniej trzy poważne błędy kosztujące go w sumie przegraną bitwę [5].

W rzeczywistości do Polski weszło więcej żołnierzy cesarskich niż to było ustalone w układzie obronnym. W literaturze podaje się różne liczby. Przykładowo J. Wimmer pisze o 12-15 tysięcznej posiłkowej armii cesarskiej, natomiast w starszym i już nie wytrzymującym krytyki opracowaniu o Szwedach i Siemiogrodzianach w Krakowie L. Sikora pisał, że w traktacie cesarz zobowiązał się wprowadzić posiłki w liczbie 17 000, ale sądząc ze źródła na jakie L. Sikora się powołuje (Theatrum Europaeum), po prostu podał liczbę wojska jakie rzeczywiście Austriacy pod Kraków przyprowadzili. Skomentować należy przy okazji dane zawarte w TE. Otóż źródło to podaje dokładny wykaz poszczególnych regimentów cesarskich, ale nie precyzuje z jakiego okresu jest to zestawienie - wydaje się, że z czasu operacji cesarskich pod Krakowem. Według TE wojska cesarskie Hatzfelda liczyć miały 9700 piechoty w 8 regimentach piechoty i 6850 jazdy w 9 regimentach jazdy i lejbkompanii feldmarszałka [6].

Ostatnio M. Nagielski sformułował tezę, że na decyzję cesarza Leopolda I, aby wysłać do Polski znacznie większe siły niż te wynegocjowane w Wiedniu, mogła wpłynąć obawa, „że przysłanie skromnego korpusu austriackiego podda go pod komendę polską" [7]. Skład korpusu cesarskiego zawierającego wszystkie rodzaje wojska, w tym silny komponent artylerii, zdaje się sugerować, że zgrupowanie to miało możliwość wykonywania samodzielnych zadań bojowych, w tym prowadzenie oblężeń. Przy okazji warto zauważyć, że wprowadzenie do polski większych sił niż oczekiwał polski sojusznik było dla strony austriackiej o tyle wygodne, że ciężar utrzymania cesarskich posiłków spadał wyłącznie na polskie barki. A były to koszty bardzo duże, kładące się wielkim ciężarem na barki polskich poddanych, szczególnie tam, gdzie żołnierz austriacki stacjonował. Jak wspominaliśmy korzyści z wejścia wojsk cesarskich do polski były stosunkowo małe w porównaniu z kosztami ich utrzymania.

Początkowo Austriacy byli głusi na prośby i błagania Jana Kazimierza o natychmiastową pomoc. Dopiero 31 V 1657 Hatzfeld otrzymał z Wiednia rozkaz do wymarszu. Cesarz nakazywał feldmarszałkowi ostrożne działanie, bez nadmiernego ryzyka, wykazywał zainteresowanie przede wszystkim Krakowem i Wieliczką: „Zabierz z sobą śląskie załogi i ruszaj w Imię Boże. Jest to nasza jedyna siła zbrojna, rezerw nie mamy, zaciągi idą oporem; nie przystępuj zatem bez wielkiej ostrożności do walnej rozprawy (Hauptaction) i czuwaj bacznie nad zachowaniem wojska; wypytuj starannie o żywność. Daj królowi (polskiemu) ludzi dla jego bezpieczeństwa. Kierunek wojny zostawiamy tobie, pochwalamy zamiar uderzenia na Kraków, lecz wyślij oddział do Wieliczki [8].

Jan Kazimierz zamierzał podporządkować wojska sojuszników Stefanowi Czarnieckiemu, ale na to Austriacy się nie zgodzili. Na naradach z dowództwem polskim ustalono, że wojska cesarskie przystąpią do oblężenia Krakowa. W czerwcu 1657 r. powoli ściągały do Polski oddziały cesarskie. 1 czerwca przybył do Częstochowy niewielki oddział piechoty dla zabezpieczenia miejsca postoju Jana Kazimierza. Feldmarszałek nadchodził bardzo powoli. 5 000 piechoty cesarskiej z zadaniem rozbicia obozu i przygotowania oblężenia podeszło pod Kraków dopiero 12 VI 1657. Austriacy rozłożyli się obozem na polach bieżanowskich [9].

Udział wojsk austriackich w pościgu za wycofującą się z Krakowa armią Rakoczego był praktycznie żaden. Oddział austriackiej jazdy pułkownika Garniera (1-2 tys. ludzi) działający pod dowództwem Czarnieckiego i wysłany przodem nie zdołał przeszkodzić Rakoczanom w przeprawie pod Zawichostem i powrócił pod Kraków [10]. Oblężenie Krakowa, możemy uznać za pierwszą poważną akcję wojsk cesarskich na terenie Rzeczypospolitej. Pod Krakowem stanęła cała austriacka armia posiłkowa, którą J. Wimmer oblicza na 17-18 000 ludzi [11].

Prace oblężnicze prowadzone były przez Austriaków opieszale, przy stałych kłopotach z aprowizacją. Po przybyciu pod Kraków Jana Kazimierza postanowiono dojść aproszami do fosy i murów, a potem minami bądź działami uczynić wyłom. Linia oblężenia była jednak długa, załoga szwedzka liczna, a wojska oblężnicze słabe. Co więcej pułkownik Reidlingen, dowódca cesarskiej artylerii, donosił, że ma małe zapasy prochu. Hatzfeld tłumaczył się, że z powodu pośpiechu z jakim szedł do Polski nie zaopatrzył się należycie w sprzęt wojskowy i dopiero teraz wysyłał po niego do Nysy, Głogowa, Berna, Ołomuńca i Opawy. Prace oblężnicze szły bardzo źle. Słynny Raimondo Montecuccoli [12], który stanął pod Krakowem 17 lipca, ganił sposób prowadzenia aproszy. Cesarscy pułkownicy sarkali na nieudolność generała de Souches, że nie wystawia posterunków i ludzi na niebezpieczeństwo wystawia [13].

Prace oblężnicze nabrały tempa dopiero po dotarciu pod Kraków większych wojsk polskich, które przybyły z królową. Otoczono Kraków linią aproszy, usypano kilkadziesiąt fortów, wystawiono dwa mosty na Wiśle. Przed kwaterą królewską w Bronowicach, niedaleko kwatery Hatzfelda, stały kwatery jazdy polskiej i regimentów cesarskich Hunoldsteina, Piccolominiego, Montecuccolego oraz artyleria. W rejonie Łobzowa regimenty margrabiego badeńskiego, Souches'a, Kaisersteina, Rauta, Gonzagi, a w samym Łobzowie Götza. Od strony bramy Mikołajskiej stał Garnier i kwatery koronne. Za Wisłą, na przeciwko żydowskiego Kazimierza, stały regimenty Sporcka i Heistera. Polacy zajęli pola kazimierskie i całą przestrzeń między Zwierzyńcem i Piaskiem zamykając Szwedów ze wszystkich stron [14].

Na szczególną uwagę zasługuje krótki epizod „polski" słynnego Raimondo Montecuccoliego (1609-1680), z pochodzenia Włocha służącego w armii cesarskiej od czasów wojny 30-letniej, bez wątpienia jednego z najważniejszych cesarskich generałów XVII wieku. Zwycięzca spod Szentgotthard (1 VIII 1664) był zdaniem Thomasa Barkera „jednym z najbardziej wpływowych pisarzy wojskowych między Machiavellim a Clausewitzem i ojcem stałej armii Habsburgów" [15]. Biorąc pod uwagę, że Hatzfeld był z Hesji, de Souches z Francji, a Montecuccoli z Włoch można niejako przy okazji wspomnieć, że najwyższa kadra oficerska armii cesarskiej w znacznej mierze była pochodzenia obcego. Wielu generałów miało za sobą doświadczenie wojny 30-letniej, a regimenty wywodziły się jeszcze z tejże wojny [16].

Z jednej strony prowadzono prace ziemne, z drugiej dochodziło do utarczek z wycieczkami szwedzkimi. Jedna z takich szwedzkich wycieczek z miasta, zorganizowana 15 VII pod Bronowice, zakończyć się miała szwedzką porażką (stracili rzekomo 5 dział) [17]. Hatzfeld proponował zbliżyć się aproszami pod mury samego Krakowa, ale Jan Kazimierz uparł się 29 lipca, żeby jednak oblegać Kazimierz. 3 VIII postanowiono przeprowadzić szturm Kazimierza, po dość mocnym ostrzale prowadzonym w dniu poprzednim. Do szturmu już jednak nie doszło, gdyż przyszedł rozkaz od kapitulującego prze wojskami polskimi ks. Rakoczego, by załoga siedmiogrodzka wyszła z miasta [18].

Na wyraźny rozkaz Rakoczego, w dniu 18 VIII 1567 r. kapitulowała załoga siedmiogrodzka pod dowództwem Bethlena, a 23 sierpnia kapitulowali w Krakowie Szwedzi. 24 sierpnia akt kapitulacji podpisywał w imieniu wojsk cesarskich marszałek Hatzfeld, a dzień później senatorowie polscy. 30 sierpnia Szwedzi wyszli z Krakowa [19].

Wkrótce pomiędzy sojusznikami doszło do sporu dotyczącego obsadzenia miasta i zamku wawelskiego. Jan Kazimierz zamierzał wprowadzić do Krakowa swoją gwardię, z kolei Austriacy powołując się na literę traktatów chcieli osadzić w mieście własną załogę. Szukając rozwiązania kompromisowego królowa zaproponowała 27 sierpnia, aby zamek wawelski oddać Jerzemu Lubomirskiemu. Przypominała Hatzfeldowi znaczenie marszałka, jego popularność wśród szlachty, wreszcie jego przychylność okazywaną Austrii. Sprawa zakończyła się ostatecznie kompromisem - na Wawel wprowadzono 200 żołnierzy Lubomirskiego, natomiast miasto osadzono załogą cesarską pod dowództwem Franciszka Kaisersteina, pełniącego tym samym funkcję gubernatora miasta. Załoga cesarska w Krakowie liczyła 2000 piechoty i 300 jazdy [20]. Utrzymanie tak silnego garnizonu cesarskiego już w 1658 r. spadło na barki województwa krakowskiego poważnie obciążając wyczerpany wojną obszar.

Dalsze działania wojsk cesarskich związane są z planami opanowania Torunia. Główne siły austriackie pod komendą Montecuccolego 11 września 1657 r. wymaszerowała z Krakowa i w końcu tego miesiąca skoncentrowała się pod Płockiem, który miał być bazą dla dalszych działań na Pomorzu. Jan Kazimierz zamierzał wykorzystać zaangażowanie Szwedów w Dani i jeszcze tego roku zdobyć Toruń siłami korpusu austriackiego, podczas, gdy oddziały polskie miały blokować pozostałe twierdze na Pomorzu. Jednak wojska cesarskie działały bardzo opieszale. Dopiero 15 października przekroczyły Drwęce i dwa dni później zdobyły Golub. Następnie dwukrotnie podchodziły pod Toruń paląc przedmieścia i ostrzeliwując miasto, ale nie rozpoczynając jednak regularnego oblężenia. Z nastaniem jesiennych słot odstąpiły od twierdzy i na zjeździe w Bydgoszczy postanowiono odesłać je na leża zimowe do Wielkopolski [21].

Perspektywiczny plan Torunia od strony Wisły przedstawiający jego umocnienia i ważniejsze budowle podczas oblężenia w 1658 r. Pochodzi z dzieła G. Bodenehra II Force d'Europe... (Augsburg 1720-1740).

Na oblężeniu Krakowa skończyła się aktywność wojsk cesarskich w 1657 r. Skierowanie wojsk cesarskich na leża zimowe do Wielkopolski było prawdziwym nieszczęściem dla tej dzielnicy. Mimo, że wyznaczono Austriakom płacę i prowiant dopuszczały się one wielu nadużyć i rabunków. Nic dziwnego, że szlachta wielkopolska żaliła się na opresje, „województw naszych, które cięższe niż od nieprzyjaciela ponosimy, od wojsk króla jm. węgierskiego". Posłom na lipcowy sejm warszawski szlachta wielkopolska zaleciła wręcz, żeby nie przystępowali do żadnych uchwał dopóki wojsk cesarskie nie opuszczą Wielkopolski [22].

Koszt utrzymania wojska cesarskiego był nieznośnym ciężarem oczywiście nie tylko dla Wielkopolan. Jak wspomniano, dwuletni jak się okazało pobyt wojsk cesarskich w zniszczonym Krakowie, niemalże zrujnował miasto. W marcu 1659 r. w związku z żądaniem austriackiego komendanta załogi Krakowa, by miasto żywiło jego żołnierzy pospólstwo zażądało, by rada miejska poinformowała króla o bardzo trudnej sytuacji w mieście, „bo sami nie mamy co jeść, a gdyby nas obciążyli żołnierzami, przyszłoby wszystkiego odejść" [23].

W obronie zrujnowanego Krakowa i Kazimierza wystąpił sejmik województwa krakowskiego odprawionego w Proszowicach 28 lutego 1659 r. Trudną sytuację miasta szlachta upatrywała nie tylko w zniszczeniu przez nieprzyjaciela, który wybierał wysokie kontrybucje i podatki, ale także „serwisgieltami i sustentacyją praesidii cesarza jm ci zrujnowane i do ostatniej przychodzące zguby". W podobnym duchu wstawia się szlachta za Kazimierzem, skąd także załoga cesarska wybierała „serwisgielty" [24].

Interwencja szlachty województwa krakowskiego była zapewne nieskuteczna, skoro 21 VII 1659 r. Jan Kazimierz apelował do mieszczan, aby zebrali brakującą województwu krakowskiemu sumę 30 000 złp dla wojsk cesarskich. Było to warunkiem ich odejścia z miasta. Mieszczanie wywiązali się z nałożonego na nich zadania, chcąc aby wojska cesarskie jak najszybciej wyszły z miasta. Jak widzimy pozbycie się garnizonu cesarskiego z Krakowa nie było łatwe, a przeniesienie ciężaru wojny ze Szwecją na Pomorze czynił tą załogę zbyteczną.

Na kolejnej naradzie, która odbyła się 26 XI 1657 w Poznaniu, ustalono dyslokację wojsk koronnych i cesarskich na leżach zimowych. Wojska sprzymierzone zostały rozlokowane w województwach poznańskim i kaliskim, a niewielkie zgrupowanie pod dowództwem gen. Gotfryda Heistera w składzie 3 regimentów rajtarii i 2 dragonii rozlokowano na Warmii [25]. Przesunięcie do Prus dywizji generała Heistera miało zapobiec ewentualnym wypadom Szwedów z Torunia. Samo oblężenie Torunia przesunięto jednak na wiosnę następnego roku. Tak jak pobyt wojsk austriackich odcisnął swoje piętno w Wielkopolsce, tak i Warmia odczuła pobyt wojsk pod dowództwem Heistera. Zimą 1657/1658 „olbrzymie szkody" poczynili Austriacy m. in. w Olsztynie i okolicy. Zapewne wojska austriackie na Warmii „wybierały" samowolnie świadczenia na swoją rzecz od ludności, ale trzeba to podkreślić, że podobnie czyniły wojska brandenburskie, a nawet polskie (gwardia królewska Ernesta Jana Korfa) [26]. Oczywiście skala zniszczeń była znacznie większa, praktycznie wszędzie tam gdzie stacjonowali Austriacy lub chociażby przechodzili. Wojska cesarskie idące pod Toruń spustoszyły szczególnie dobra zmarłego już Krzysztofa Opalińskiego, napiętnowanego mianem zdrajcy spod Ujścia. Dobra Opalińskich przedstawiały żałosny widok, zwłaszcza bardzo spustoszony klucz włoszakowicki.

Według popisu sił cesarskich pod Zdunami z 6 lutego 1658 r., wraz z załogą Krakowa, w skład cesarskiego korpusu posiłkowego wchodziło 15 889 porcji i koni, czyli około 14 000 żołnierzy, nie licząc korpusu artylerii. Wraz z regimentami cesarskimi stacjonującymi w Prusach cały korpus cesarski w Polsce wynosił 19 053 porcji i koni. Główna kwatera Raimondo Montecuccolego znajdowała się w Buku pod Poznaniem, a pozostałe oddziały pod komendą Souchesa i Heistera koncentrowały się powoli, dopiero z początkiem lipca stając pod Toruniem [27].

Z różnych powodów pod Toruniem znalazły się początkowo skromne siły polskie i przez jakiś czas główne skrzypce w blokadzie miasta grały właśnie wojska cesarskie. Pod Toruniem dowodził nimi Ludwig Radwig de Souches. De Souches podszedł pod Toruń 2 lipca. Miał pod komendą 6 regimentów: własny piechoty, regimenty rajtarii Heistera, Ratschina i Kniggego oraz regimenty dragonii Spancka i Flettingera. Według popisu z 19 lipca korpus cesarski pod Toruniem liczył łącznie 4150 żołnierzy (1400 piechoty, 1500 rajtarii, 1250 dragonii).

Wojska cesarskie nie wykazywały pod Toruniem wielkich chęci do aktywnych działań oblężniczych, co więcej między dowództwem polskim, a cesarskim dochodziło do kłótni. Z czasem de Souches'a wsparły niewielkie posiłki w postaci 3 kompanii rajtarii z regimentu Ratschina, mające jednak raczej wartość symboliczną, a nie rzeczywistą. Kompanie te w samym oblężeniu, gdzie potrzebna była artyleria i piechota, niewiele mogły pomóc, a stały się tylko zarzewiem kolejnych napięć polsko-cesarskich. Pod Toruniem doszło do takiego rozgoryczenia wśród Polaków na nieudolność sprzymierzeńców, że znajdowano podobno żołnierzy austriackich pomordowanych w skrytobójczy sposób, a surowe kary nie bardzo odstraszały od tych zbrodni [28].

Wojska austriackie nie zapisały chlubnej chwały pod Toruniem. Wystarczy wspomnieć, że większość wypadów Szwedzi organizowali właśnie na pozycje cesarskie i to zazwyczaj z niemałymi sukcesami. Przykładowo w nocy z 30/31 X 1658 wycieczkę zorganizował oddział 200 ludzi, którą prowadził zastępca komendanta Torunia oberszter Skytte. Skytte wypędziwszy cesarskich piechurów z najbliższych aproszów (okopów), otoczył szaniec i obrzuciwszy go granatami zdobył gwałtownym atakiem zabijając lub raniąc ok. 20 cesarskich. Szwedzi zniszczyli część robót ziemnych, a od jeńców dowiedzieli się, że grupka żołnierzy cesarskich schroniła się w krytej galerii. W takiej sytuacji Szwedzi rzucili tam ogromny, 60-funtowy granat (dwóch żołnierzy musiało dźwigać go na drągu) zabijając podobno wszystkich ukrytych tam Austriaków. Dopiero w czasie wycofywania Skytte kontratakowany przez żołnierzy cesarskich znalazł się w trudnej sytuacji i poniósł pewne straty, jednak pod osłoną dział fortecznych Szwedzi wycofali się do miasta. Takich skutecznych wypadów było więcej. Bodaj największe straty ponieśli cesarscy w nocy w czasie wypadu obersztera Hattena, gdy kontratakując Hattena zbliżyli się za bardzo do fosy i Szwedzi ostrzelali ich kartaczami (siekańcami). Według jeńców cesarskich mieli oni utracić wówczas ok. 200 ludzi (zapewne przesada), przy niewielkich stratach szwedzkich [29].

Stan wojsk cesarskich pod Toruniem pogarszał się niemal z dnia na dzień. Austriacy nie mogli pochwalić się żadnymi wymiernymi sukcesami, tymczasem wypady Szwedów przysparzały im systematycznie strat. W czasie szturmu z 16 na 17 listopada wojska cesarskie nie odniosły żadnego sukcesu, mimo, że atakowały słabsze pozycje szwedzkie. Pomiędzy Austriakami i Polakami panował wówczas stan najwyższej nieufności, a między Lubomirskim a de Souchesem pogłębiająca się awersja, która po szturmie przeobraziła się wprost w nienawiść.

Ten stan nienawiści obu wodzów do siebie nie byli już w stanie załagodzić ani Jan Kazimierz, ani poseł cesarski Franciszek Lisola. W jednej z kłótni królowa poparła Lubomirskiego i pokłóciła się z de Souchesem wytykając mu nieudolność podczas szturmu i sugerując konieczność wycofania wojsk cesarskich z Polski. Z kolei król poparł w tej kłótni de Souches'a, a nie marszałka Lubomirskiego i stojącą za nim Marię Ludwikę. Daje to obraz skomplikowanych relacji wśród dowództwa polskiego oraz niechętną postawę króla wobec marszałka i hetmana polnego Jerzego Lubomirskiego, de facto głównodowodzącego pod Toruniem. Zarówno Lubomirski jak królowa życzyli sobie, aby wojska cesarskie jak najszybciej wyprowadzono z Rzeczypospolitej, gdyż koszt ich utrzymania był ogromny, a pomoc militarna żadna. Stany korpusu cesarskiego pod Toruniem były tak opłakane, że w regimencie de Souches'a było w grudniu pod bronią nie więcej niż 300 piechurów, a w regimencie de Mers'a podobno jedynie 50 niedobitków! [30]. Dane te uzyskane od cesarskiego jeńca ujętego w czasie grudniowego wypadu dodawały rzecz jasna szwedzkiej załodze ducha, chociaż upadek Torunia był już wówczas przesądzony. Austriacy żądali pod Toruniem zaopatrzenia dla etatowych stanów swoich jednostek, chociaż z drugiej strony niechętny oblężeniu de Souches nieustannie podkreślał, że stan jego oddziałów jest kiepski. Francuz chciał w ten sposób ukryć zapewne własną nieudolność i brak sukcesów na austriackim odcinku. Pod Toruniem okazało się, że cele Polaków i Austriaków mogą być rozbieżne, gdyż Austrii na rękę było przedłużanie się wojny w Polsce. De Souches stał na stanowisku, iż należy przerwać oblężenie, na co zdeterminowany Jan Kazimierz odpowiadał, że Austriacy mogą spod twierdzy odejść jeśli tego chcą, podczas gdy on pozostanie i doprowadzi do zdobycia Torunia. Polacy byli wówczas przekonani, że Austriacy życzą sobie przedłużenia wojny na ziemiach polskich (co było prawdą). Jeszcze bardzie rozbudzało to wzajemną nieufność do siebie sojuszników. W obozie polskim chodziły nawet pogłoski, że Austriacy po kryjomu pobudzają Szwedów do dalszej obrony [31]. Na szczęście stosunki pomiędzy sojusznikami nie miały już wpływu na samo oblężenie, gdyż po listopadowym szturmie upadek twierdzy był już przesądzony. Szwedzi skapitulowali na łagodnych warunkach 23 grudnia 1658 r.

Nieudolne działanie sojuszników w czasie oblężenia Torunia było powszechnie krytykowane w całej Rzeczypospolitej. Zdawano sobie sprawę, że Austriacy mają niskie stany liczebne, a ciągłe żądania ze strony sojuszników o dostarczenie zaopatrzenia nie szły w parze z ich aktywnością bojową. Celnie skomentował tą sytuację Jan Andrzej Morsztyn, towarzyszący pod Toruniem królowi: „Tu u nas obsidio [oblężenie] sporzej idzie; szłaby lepiej, gdyby niezgody z Niemcami [...] nas nie mieszały [...] Nie mają infanteriej, tylko 560, a oficjerów do niej 640, a porcjej nieznośną rzecz wyciągają". Dla Polaków było więc jasne, że Austriacy żądają zaopatrzenia za stany etatowe, podczas gdy regimenty były strasznie przerzedzone i nieliczne [32].

Oblężenie Torunia zrujnowało wręcz korpus de Souches'a i po zakończeniu działań bojowych pod miastem jego stan przedstawiał się wprost katastrofalnie. Siły austriackie, po przybyciu posiłków wysłanych przez feldmarszałka Montecuccolego, wynosiły ok. 5000 żołnierzy, tymczasem przy końcu oblężenia - według świadectwa samych cesarskich generałów - nie było do boju zdolnych więcej niż 400 piechurów i 1200 jezdnych, a więc niespełna 1/3 stanów korpusu! Największe straty poniosła piechota cesarska, jako najbardziej wystawiona na ataki i ostrzał nieprzyjaciela. Poza wycieczkami szwedzkimi, które zazwyczaj kończyły się wycięciem lub wzięciem do niewoli pewnej liczby żołnierzy cesarskich, niewygody i trudy oblężenia spowodowały w cesarskich szeregach gwałtowną dezercję. Jedni uciekali do Gdańska, inni przechodzili na służbę polską w odległych od Torunia miejscach. Na tą wielką dezercję skarżyli się generałowie austriaccy de Souches i Heister, stąd Jan Kazimierz wystosował rozkazy, aby zbiegłych dezerterów wydawać cesarskim oficerom [33].

Zakończenie oblężenia Torunia kończyło kolejny etap aktywności cesarskiej w Polsce. Stan liczebny korpusu cesarskiego w Rzeczypospolitej spadł znacznie w 1659 roku i wynosił już tylko kilka tysięcy żołnierzy. Spowodowane było to trudnościami aprowizacyjnymi i skierowaniem wielu jednostek austriackich na Pomorze i do Danii. Według spisu stojącej w Polsce kawalerii i piechoty z dnia 15 lutego 1659 r. piechota cesarska liczyła 2150 porcji, a kawaleria 2715 koni. Oznaczało to, że w Rzeczypospolitej w początkach 1659 r. stacjonowało ok. 4000 żołnierzy austriackich [34]. Obniżenie liczebności, a co za tym idzie także aktywności wojsk cesarskich w Polsce, spowodowane było zaangażowaniem się wojsk cesarskich w pomoc Danii.

W sierpniu 1659 r. wojska cesarskie uczestniczyły w oblężeniu Grudziądza, pełniły tam jednak marginalną rolę stanowiąc niewielki procent korpusu Jerzego Lubomirskiego. Pod komendą generała Gotfryda Heistera znajdowało się wówczas ok. 2000 żołnierzy - w regimencie rajtarii i dragonii Heistera ok. 1000 ludzi, tyle samo w regimencie rajtarii i dragonii pułkownika Ratschiniego. Mimo, że Austriacy nie brali udziału w walce doszło wkrótce z nimi do zatargu, gdyż zgłosili pretensje do połowy zdobytych w mieście łupów.

Jesienią 1659 główna uwaga dowództwa cesarskiego skierowana była oczywiście na operacje na Pomorzu Szwedzkim. Wzięło w nich udział ok. 17 000 żołnierzy austriackich i 13 000 brandenburskich. Generał de Souches nie mógł jednak pochwalić się sukcesami, m. in. zupełnie nie udało się Austriakom oblężenie Szczecina.

Sojusznik cesarski okazał się więc dla Rzeczypospolitej niezwykle uciążliwy i kosztowny, a jego efektywność bojowa była stosunkowo niewielka. Większa aktywność wojsk cesarskich sprowadzała się właściwie do oblężenia Krakowa (1657) i Torunia (1658), przy czym w tym drugim przypadku cesarscy nie zapisali specjalnie chlubnej karty. Dopiero interwencja wojskowa Austriaków na Pomorzu i w Danii spowodowała wycofanie znacznej części ich wojsk z terenów Rzeczypospolitej. Na zakończenie trzeba jednak powiedzieć, że na skutek słabości polskiej artylerii w czasie całej wojny 1655-1660 w obu wspomnianych oblężeniach w znacznej mierze korzystano z usług artylerii cesarskiej.

 

1. L. Kubala, Wojna brandenburska i najazd Rakoczego 1656-1657, reprint wyd. Kurpisz, s. 113.

2. Traktaty polsko-austriackie w języku łacińskim, wraz z lakonicznym komentarzem, publikuje Z. Wójcik, Traktaty polsko-austriackie z drugiej połowy XVII wieku, Warszawa 1985. L. Kubala, Wojna brandenburska..., s. 106; R. Frost, After the Deluge, Poland-Lithuania and the Second Northern War 1655-1660, Cambridge 1993, s. 84.

3. Z. Wójcik, Traktaty polsko-austriackie..., s. 11; oryginalny dokument w jęz. łać. na s. 50 i nn.

4. Z. Wójcik, Traktaty polsko-austriackie..., s. 2-4, 38-49; R. Frost, After the Deluge..., s. 95; L. Kubala, Wojna brandenburska..., s. 119-120.

5. Rys biograficzny Hatzfelda za: Mała Encyklopedia Wojskowa, Warszawa 1967, t. I, s. 504; błędy pod Wittstock: W. P. Guthrie, The Later Thirty Years War. From the Battle of Wittstock to the Treaty of Westphalia, Greenwood Publishing Group, 2003, s. 58.

6. J. Wimmer, Przegląd operacji w wojnie polsko-szwedzkiej 1655-1660, [w:] Wojna polsko-szwedzka 1655-1660, Warszawa 1973 s. 185; L. Sikora, Szwedzi i Siedmiogrodzianie w Krakowie od 1655 do 1657 roku, Kraków 1908, s. 100; Theatrum Europaeum, t. VIII, s. 110-111.

7. M. Nagielski, Koncepcje prowadzenia działań przeciwko Szwedom w dobie potopu w latach 1655-1660, [w:] Z dziejów stosunków Rzeczypospolitej Obojga Narodów ze Szwecją w XVII wieku, red. M. Nagielski, Warszawa 2007, s. 177.

8. Leopold do Hatzfelda, Wiedeń 31 V 1657, cyt. za: L. Kubala, Wojna brandenburska..., s. 222.

9. L. Kubala, Wojna brandenburska..., s. 223.

10. J. Wimmer szacuje siły płk Garniera na 2000 ludzi, J. Wimmer, Przegląd operacji..., [w:] Wojna polsko-szwedzka..., s. 187; natomiast E. Opitz oblicza je jedynie na 1000 ludzi, E. Opitz, Österreich und Brandenburg im schwedisch-polnischen Krieg 1655-1660. Vorbereitung und Durchfürung der Feldzüge nach Dänmark und Pommern, Militärgeschichtliche Studien, Bd. X, Boppard am Rhein 1969, s. 15.

11. J. Wimmer, Przegląd operacji..., [w:] Wojna polsko-szwedzka..., s. 185-188.

12. Montecuccoli zyskał miano najwybitniejszego teoretyka wojskowego w XVII wieku, nosił nawet przydomek „nowoczesnego Wegecjusza". Światową sławę przyniosło mu trzyczęściowe dzieło pt. „Comentarii bellicii cum puncto artis bellicae ststemate". Montecuccoli wiele uwagi poświęcał m. in. stałej, zawodowej armii, szkoleniu żołnierzy, rozwojowi artylerii (nazywał ją najważniejszą machiną armii), zaopatrzeniu wojska itd., L. Wyszczelski, Historia myśli wojskowej, Warszawa 2002, s. 102-103.

13. L. Kubala, Wojna brandenburska..., s. 224.

14. L. Kubala, Wojna brandenburska..., s. 225. Kubala przytacza rozstawienie oddziałów cesarskich powołując się na wspomnienia R. Montecuccolego (Memorie di Montecuccoli). Poprawiona została pisownia, gdyż Kubala zniekształca niemieckie nazwiska. Przykładowo pisze on o regimencie Zuzy, bo tak spolszczano nazwisko Francuza de Souches.

15. Th. Barker, Army, Aristocracy, Monarchy: Essays on War, Society, and Government in Austria 1618-1780, s. 1

16. Badania nad cesarską kadrą oficerską prowadził wspomniany Th. Barker, Army, Aristocracy..., s. passim. Wielu wybitnych oficerów ze stopniem generalskim pochodziło z Włoch, m. in. Raimondo Montecuccoli i Ottavio Piccolomini.

17. L. Sikora, Szwedzi i Siedmiogrodzianie..., s. 104.

18. L. Kubala, Wojna brandenburska..., s. 225-226.

19. L. Kubala, Wojna brandenburska..., s. 227 i nn.

20. L. Kubala, Wojna brandenburska, s. 230-231.

21. J. Wimmer, Przegląd operacji..., [w:] Wojna polsko-szwedzka..., s. 190-191.

22. J. Dworzaczkowa, Sprawy wojska na sejmikach wielkopolskich w latach 1648-1661, [w:] Pax et Bellum, red. K. Olejnik, Poznań 1993, s. 63.

23. J. Bieniarzówna, J. Małecki, Dzieje Krakowa, t. II, Kraków 1984, s. 394.

24. Instrukcja dana posłom na sejm z sejmiku województwa krakowskiego, Proszowice, 28 II 1659, Akta Sejmikowe Województwa Krakowskiego, t. II (1649-1660), oprac. A. Przyboś, Wrocław-Kraków, 1955, s. 673-674.

25. 3 regimenty kawalerii: Heistera, Knigge i Ratschina oraz 2 regimenty dragoni: Spancko i Flettingera. Łącznie było to 36 kompanii o liczebności 3169 ludzi; E. Opitz, Österreich und Brandenburg..., s. 77.

26. J. Włodarski, Polityka pruska Leopolda I i Fryderyka Wilhelma w latach 1658-1660, [w:] Rzeczpospolita w latach potopu, red. J. Muszyńska, J. Wijaczka, Kielce 1996, s. 76-77.

27. M. Nagielski, Koncepcje..., s. 177.

28. Donosił o tym Fragstein w liście do cesarza, 25 X 1658, cyt. za: T. Nowak, Oblężenie Torunia..., s. 59.

29. T. Nowak, Oblężenie Torunia..., s. 65 i 68-69.

30. T. Nowak, Oblężenie Torunia..., s. 174.

31. T. Nowak, Oblężenie Torunia..., s. 178-179.

32. J. A. Morsztyn do B. Radziwiłła, obóz pod Toruniem, 6-16 XI 1658, S. Ochmann-Staniszewska, Listy Jana Andrzeja Morstina, Wrocław 2002, s. 277-278.

33. T. Nowak, Oblężenie Torunia... s. 223.

34. M. Nagielski, Koncepcje..., s. 178.

35. L. Podhorodecki, Kampania 1659 r. w Prusach Królewskich, [w:] Wojna polsko-szwedzka 1655-1660, Warszawa 1973, s. 346-349.

 

 

 

 

 

 


Komentarze

Pon 23 Lut, 2009 Marcin G napisał:
Dzięki za miłe słowa, chociaż kilka drobnych błędów się wkradło ;)
Na przykład rozkaz Rakoczego o opuszczeniu Krakowa to nie 1567, ale 1657. Czeski błąd :)

Sob 21 Lut, 2009 pawel11 napisał:
Bardzo fachowy i interesujący artykuł. Gratulacje.


Dodaj komentarz